Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział III. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział III. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział III (Annabeth)

Droga do obozu zajęła nam godzinę. Nie rozmawialiśmy dużo, tylko opowiedzieliśmy panu Jenkinsowi, co się stało i wyjaśniliśmy wszystko Lilly i Ethanowi. No, może nie w tej kolejności.
            Zatrzymaliśmy się przed bramą do obozu. Pomogłam wysiąść Percy’emu, ale czułam, jak słabnie. Chciało mi się płakać. Nie miałam pojęcia, jakie skutki może mieć jego czyn w tym muzeum. Wiedziałam, że uratował nam wszystkim życie, ale tak strasznie się bałam. Byłam pewna, że mój chłopak, aby mnie nie niepokoić, nie powiadomi mnie o tym, jak się czuje. Będzie się upierał, że dobrze, a ja będę widziała jego oczy, tracące blask.
- Idzie pan do obozu? – spytała Piper pana Jenkinsa.
- Nie, nie powinienem. Pojadę z powrotem do muzeum i spróbuję to jakoś wyjaśnić. Może też trochę pokombinuję mgłą. – Widzieliśmy już sosnę Thalli. Wisiało na niej złote runo, którego pilnował smok Peleus.
- Czy… czy to jest złote runo? – Lilly wskazała dłonią, na wzgórze i sosnę. Skinęłam głową. Dziewczyna wyglądała na zaskoczoną. Usłyszeliśmy ryk silnika i multivan odjechał w stronę miasta. Na bramie obozowej płonęły dwie pochodnie. Teraz zdałam sobie sprawę, że słońce powoli chowa się za horyzontem. Zaczynało robić się ciemno.
- Percy, jak się czujesz? – spytałam chyba po raz setny dzisiejszego dnia.
- Jest w porządku. – jego głos faktycznie brzmiał odrobinę lepiej.
- Chodźcie. – powiedziała Piper. Obejmowałam Percy’ego i byłam szczęśliwa, że mogę iść tak blisko niego. Kiedy weszliśmy za granicę obozu, wyczułam tam napięcie. Za to Ethan i Lilly wyglądali na zaskoczonych.
- I… to jest ten obóz? – spytał Ethan. I wtedy poczułam, jak Percy osuwa się w moich ramionach.

Percy

            Obudziłem się w obozowym szpitalu. Koło mnie siedziała Annabeth, ale zdążyła już się przebrać i umyć. Czułem się lepiej. Wtedy moja dziewczyna zobaczyła, że otworzyłem oczy.
- Percy! – powiedziała z troską. – Myślałam, że już się nie obudzisz. – chciałem wstać, pocieszyć ją, przytulić, ale kiedy spróbowałem się podnieść, cały świat zawirował.
- Nawet o tym nie myśl. Kładź się. – rozkazała.
- Jak długo? – spytałem zachrypniętym głosem.
- Dwie godziny. – to nie była dobra wiadomość – Zaraz jest ognisko i niestety będę musiała pójść. Skinąłem lekko głową. Wiedziałem, że dzieci Apolla na pewno nie pozwolą mi wyjść stąd co najmniej do jutra. Kiedy rozległ się gong, Annabeth wstała, pocałowała mnie delikatnie w usta i wyszła. Zostałem sam.
Annabeth
            Kochałam Percy’ego. Tego byłam pewna, ale wolałam nie myśleć, co by było, gdyby wiedział o Johnie. Ale nie wiedział. I tego musiałam się trzymać. Ukrywać to jak najdłużej. Nie chciałam mieć tajemnic przed moim Glonomóżdżkiem. I nie chciałam, żeby działo się to co się dzieje.
            Kiedy przechodziłam do pawilonu jadalnego, przyspieszyłam przy domku Hekate. Miałam nadzieję, że John mnie nie zobaczy. Zasłoniłam twarz lokami, ale i tak z daleka byłam rozpoznawalna. A on tam był. Stał i czekał na mnie. Szybko rozejrzałam się, sprawdzając, czy nie ma innej drogi, ale musiałam przejść tuż koło niego. Podszedł do mnie i chwycił mnie w talii.
- Dzisiaj. Na plaży. O 20:00. – wyszeptał mi do ucha. Chciałam się wyrwać, krzyczeć, ale on przyciągnął mnie bliżej i pocałował. Był silny, nie mogłam mu uciec. – Pamiętaj, jak nie będziesz współpracować, zabiję go. – wysyczał. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy. Wiedziałam, że jest w stanie z zimną krwią zabić Percy’ego. W końcu mnie puścił. Pobiegłam w stronę ogniska. Łzy spływały mi po twarzy, ale się tym nie przejmowałam. Chciałam jak najszybciej oddalić się syna Hekate.
            Zajęłam swoje miejsce i wpatrywałam się w ogień. Nie był wysoki, a barwa przypominała raczej blady żółty. Wśród herosów widziałam Ethana i Lilly. Po chwili koło mnie usiadła Piper, a ja położyłam głowę na jej ramieniu. Miałam ochotę znów się rozpłakać.
- Annabeth, nie martw się. Percy już się lepiej czuje, prawda? – próbowała mnie pocieszyć. Ale nie tylko to mnie martwiło. John. To zaczęło się wczoraj i wiedzieliśmy o tym tylko my dwoje. Wzdrygnęłam się na myśl, że mamy ze sobą cokolwiek wspólnego. Na początku nie traktowałam tego poważnie. Dopiero, kiedy wróciłam do obozu, zdałam sobie sprawę, że nie kłamie w kwestii śmierci Percy’ego. John, jako syn Hekate, jest w stanie wyrządzić mu krzywdę na odległość. Bałam się też tego spotkania. Co ten idiota chce mi zrobić? Co mu to da? Zastanawiałam się też, czy po prostu chce mieć mnie dla siebie, czy z kimś współpracuje.
            Moje rozmyślania przerwał Chejron, który właśnie przyszedł, a może przykłusował do nas. Momentalnie zrobiło się cicho.
- Jak wiecie, dzisiaj trójka herosów: Perseusz Jackson, Annabeth Chase i Piper McLean na prośbę naszej obecnie nieobecnej wyroczni, udali się do jednego z muzeów na Manhattanie. Udało im się odnaleźć dwójkę półbogów i bezpiecznie odprowadzić ich do obozu. – tu zachęcająco uniósł rękę, a Lilly i Ethan wstali. Rozległy się mało entuzjastyczne oklaski. – Niestety jeden z nich odniósł poważne rany – kontynuował centaur, ale ja nie miałam pojęcia, po co. Wszyscy znali już najświeższe wiadomości o naszej „misji”. – Jest to heros, którego wszyscy już znacie, syn Posejdona Percy. – Ogień zmniejszył się o połowę i stracił kolor.
            Nikt nie miał ochoty na śpiewanie pieśni, więc Chejron tym razem zrobił wyjątek i obyło się bez tego.
            Zauważyłam, że w miejscu, gdzie siedzieli nowi herosi wybuchło zamieszanie. Usłyszałam głos, który niestety rozpoznawałam. Głos wyroczni.
Siódemka po raz drugi musi się złączyć,
aby Czarnego Pana z tronu ciemności strącić.
Jeden z was zdrajcą, wrogiem
Jeden owładnięty urokiem
Czerwień ze złotem w ostateczny rozrachunku połączone
To, co się zaczęło musi być dokończone.
            Nie powiem, że się nie przestraszyłam. Miałam nadzieję na rok bez przepowiedni, a tu, oczywiście jedna z nich. Widziałam, że wszyscy są w podobnym szoku. Poza tym, jeśli nasza siódemka znów miała wyruszyć na misję, oznaczało to, że Percy przeżyje, ale też, że…
- Leo żyje! – powiedziałam w tym samym momencie, co córka Afrodyty. Uśmiech rozjaśnił mi twarz, dopóki nie zaczęłam się zastanawiać, kto wygłosił przepowiednię. Lilly! Podbiegłam do niej, w tłum herosów, który się wokół niej utworzył. Nad jej głową widniał znak Apolla.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
BUAHAHAHA
Rozdział wyszedł dobrej długości i zasiałam trochę niepewności. Jakie rymy xD
Nie no, ale tak na serio. Wydaje mi się, że John jest ciekawą (ekhem) postacią, a Lilly, jak córka Apollina sprawi się nieźle. No to teraz rozkminiajcie przepowiednię xD
Proszę o szczere komentarze
Aviri
PS. Przepraszam, że rozdział dopiero dziś :( Niestety cały weekend nie miałam dostępu do tego tekstu. Dopiero co wróciłam do domu i pierwsze co zrobiłam to dodanie tego.