Obudziłam się z
krzykiem. Moje serce biło jak szalone, a ja próbowałam uspokoić oddech. Kolejny
koszmar. Zerknęłam na zegarek. Wpół do trzeciej. Mocno zacisnęłam powieki. Te
sny nawiedzały mnie od około tygodnia i nigdy nie wróżyły nic dobrego.
Najgorsze było to, że nie wiedziałam, co się dzieje. Po prostu z przerażeniem
obserwowałam okropne sceny. Jakieś głosy mówiły do mnie z otchłani ciemności,
widziałam wielką czeluść pełną obrzydliwych stworów, niegdyś piękne miejsce
będące teraz tylko ruiną, wśród której leżały tysiące trupów, krwawe ofiary
dla… no właśnie, dla kogo? Na to pytanie nie znałam odpowiedzi. I… Ethana. Tak,
to zdecydowanie było najgorsze. Mój chłopak stał pośrodku tego wszystkiego i
wcale, a wcale nie okazywał strachu. On wręcz emanował pewnością siebie, jakby
to wszystko nie było mu obce. Próbowałam go wołać, podejść do niego, poprosić
go, żebyśmy stąd poszli, ale on mnie nie słuchał. Stał na jedynym ocalałym
podeście, pośród morza ciał. Dokładniej przyglądając się ruinom, zobaczyłam ich
dawną świetność. Wiele elementów było charakterystyczne dla Rzymu. Białe kolumny
podtrzymywały dachy dużych, pięknych budowli. Kwiaty wiły się wokół kolumn, a
pnącza porastały marmurowe ściany. Niedaleko przepływała rzeczka i wpadała do
niewielkiego jeziorka. Oba brzegi łączył most. Droga wiodła do budynków, w
których mieściły się łaźnie i sypialnie. Wszędzie rosło wiele kwiatów, a z
najwyższego wzgórza był widok na cały ten raj. Kiedy znów rozpraszałam wzrok,
ten sielankowy obraz znikał, a moim oczom ukazywały się ruiny, skalane krwią
tylu ofiar. Moją uwagę zwróciły szczególnie ich ubrania. Jedni mieli fioletowe,
a drudzy pomarańczowe koszulki, z których napisów nie potrafiłam odczytać, bo
były zbyt zniszczone. Nie wyglądało jednak na to, żeby walczyli ze sobą.
-To Nowy Rzym, Lilly. Piękny,
prawda? – Odezwał się niespodziewanie Ethan. Nie miałam pewności, czy mówi on o
ruinach, czy o tym niesamowitym obrazie. - ON może nam to wszystko dać. Już
nigdy nie zaznamy upokorzenia, czy bólu ze strony tych tu oto – kopnął ciało,
leżące najbliżej niego. Był to chłopak o ciemnych, rozczochranych włosach. Miał
zamknięte oczy, a w jego boku widziałam paskudną ranę, z której wypływała krew.
Ethan powoli odwrócił się w moją stronę. Jego oczy, zwykle niebieskie, teraz
świeciły na złoto. Nie mogłam nic w nich odczytać, ale wiedziałam, że nie jest
sobą.
Tak bardzo
pogrążyłam się w rozmyślaniach, że nie usłyszałam, że ktoś wchodzi do pokoju.
- Lilly? – Tak, to był on. Wszędzie
rozpoznałabym ten głos. – Słyszałem, że krzyczałaś. Co się stało? – Powiedział
to tym swoim opiekuńczym tonem, na którego dźwięk wzdychały wszystkie
dziewczyny w Misty High.
- To nic takiego. – Odpowiedziałam
słabym głosem. Czułam, że nie powinnam opowiadać mu mojego snu. Usiadł
naprzeciwko mnie na łóżku i pocałował mnie delikatnie w czoło, odgarniając przy
tym moje włosy. Nie drążył tematu. Za to go kochałam. Nie potrzebował
wyjaśnień. Wystarczało mu tylko to, że jestem tu koło niego, że czuje mój dotyk
i że się mną opiekuje.
- Miałam koszmar – wyszeptałam.
Nagle usłyszałam odległe kroki na korytarzu. - Idź już Ethan - powiedziałam. -
Jeszcze cię przyłapią.
- I co z tego? - Miał ten swój
szelmowski uśmiech, któremu nie mogłam się oprzeć. Sama nie chciałam, żeby
odchodził. Marzyłam o tym, żeby zasnąć wtulona w jego silne ramiona, w których
zawsze mogłam znaleźć schronienie. Nie chciałam jednak, żeby miał przeze mnie
kłopoty.
- I to z tego, że nie pozwolą nam
się jutro spotkać, głupku. - Powiedziałam to z uśmiechem na twarzy. Ten chłopak
zawsze potrafił poprawić mi humor.
- Dlaczego mnie wyganiasz? - Spytał ze smutną miną, a ja spojrzałam na niego takim wzrokiem, że nawet on ustąpił. - Dobra, dobra już idę - Powiedział z uśmiechem. Wstał i pocałował mnie delikatnie w usta, po czym wyszedł powoli, w drzwiach jeszcze raz spoglądając na mnie. I zdałam sobie sprawę z tego, jaka jestem zmęczona. Od tych koszmarów chyba zaczynałam mieć halucynacje. Bo gdy spojrzał na mnie po raz ostatni jego oczy nie były niebieskie. Świeciły się na złoto, tak jak w tym śnie, a ja zobaczyłam w nich odbite okrucieństwo i determinacje. Mój humor prysł w jednej chwili, bo przypomniał mi się ten koszmar. Wiedziałam już, że przez tę noc nie zmrużę oka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Dlaczego mnie wyganiasz? - Spytał ze smutną miną, a ja spojrzałam na niego takim wzrokiem, że nawet on ustąpił. - Dobra, dobra już idę - Powiedział z uśmiechem. Wstał i pocałował mnie delikatnie w usta, po czym wyszedł powoli, w drzwiach jeszcze raz spoglądając na mnie. I zdałam sobie sprawę z tego, jaka jestem zmęczona. Od tych koszmarów chyba zaczynałam mieć halucynacje. Bo gdy spojrzał na mnie po raz ostatni jego oczy nie były niebieskie. Świeciły się na złoto, tak jak w tym śnie, a ja zobaczyłam w nich odbite okrucieństwo i determinacje. Mój humor prysł w jednej chwili, bo przypomniał mi się ten koszmar. Wiedziałam już, że przez tę noc nie zmrużę oka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mamy prolog! Udało mi się go wrzucić wcześniej bo także wcześniej ogarnęłam wygląd bloga xDProszę o szczere komentarze, bo one naprawdę motywują.
Aviri