czwartek, 31 grudnia 2015

Prolog (Lilly)


      Ponoć wystarczy jeden dzień, jeden poranek, aby rozpocząć nowe życie. Jeden dzień, który zmienia wszystko, w którym cały nasz świat wywraca się do góry nogami. Może obalmy mit? Takie rzeczy dzieją się tylko w książkach. W tanich romansach, czy powieściach fantasy…. Ale skończmy mówić już o śmiertelnikach. Przejdźmy do świata półbogów, gdzie takie sytuacje są codziennością.
Obudziłam się z krzykiem. Moje serce biło jak szalone, a ja próbowałam uspokoić oddech. Kolejny koszmar. Zerknęłam na zegarek. Wpół do trzeciej. Mocno zacisnęłam powieki. Te sny nawiedzały mnie od około tygodnia i nigdy nie wróżyły nic dobrego. Najgorsze było to, że nie wiedziałam, co się dzieje. Po prostu z przerażeniem obserwowałam okropne sceny. Jakieś głosy mówiły do mnie z otchłani ciemności, widziałam wielką czeluść pełną obrzydliwych stworów, niegdyś piękne miejsce będące teraz tylko ruiną, wśród której leżały tysiące trupów, krwawe ofiary dla… no właśnie, dla kogo? Na to pytanie nie znałam odpowiedzi. I… Ethana. Tak, to zdecydowanie było najgorsze. Mój chłopak stał pośrodku tego wszystkiego i wcale, a wcale nie okazywał strachu. On wręcz emanował pewnością siebie, jakby to wszystko nie było mu obce. Próbowałam go wołać, podejść do niego, poprosić go, żebyśmy stąd poszli, ale on mnie nie słuchał. Stał na jedynym ocalałym podeście, pośród morza ciał. Dokładniej przyglądając się ruinom, zobaczyłam ich dawną świetność. Wiele elementów było charakterystyczne dla Rzymu. Białe kolumny podtrzymywały dachy dużych, pięknych budowli. Kwiaty wiły się wokół kolumn, a pnącza porastały marmurowe ściany. Niedaleko przepływała rzeczka i wpadała do niewielkiego jeziorka. Oba brzegi łączył most. Droga wiodła do budynków, w których mieściły się łaźnie i sypialnie. Wszędzie rosło wiele kwiatów, a z najwyższego wzgórza był widok na cały ten raj. Kiedy znów rozpraszałam wzrok, ten sielankowy obraz znikał, a moim oczom ukazywały się ruiny, skalane krwią tylu ofiar. Moją uwagę zwróciły szczególnie ich ubrania. Jedni mieli fioletowe, a drudzy pomarańczowe koszulki, z których napisów nie potrafiłam odczytać, bo były zbyt zniszczone. Nie wyglądało jednak na to, żeby walczyli ze sobą.
-To Nowy Rzym, Lilly. Piękny, prawda? – Odezwał się niespodziewanie Ethan. Nie miałam pewności, czy mówi on o ruinach, czy o tym niesamowitym obrazie. - ON może nam to wszystko dać. Już nigdy nie zaznamy upokorzenia, czy bólu ze strony tych tu oto – kopnął ciało, leżące najbliżej niego. Był to chłopak o ciemnych, rozczochranych włosach. Miał zamknięte oczy, a w jego boku widziałam paskudną ranę, z której wypływała krew. Ethan powoli odwrócił się w moją stronę. Jego oczy, zwykle niebieskie, teraz świeciły na złoto. Nie mogłam nic w nich odczytać, ale wiedziałam, że nie jest sobą.
Tak bardzo pogrążyłam się w rozmyślaniach, że nie usłyszałam, że ktoś wchodzi do pokoju.
- Lilly? – Tak, to był on. Wszędzie rozpoznałabym ten głos. – Słyszałem, że krzyczałaś. Co się stało? – Powiedział to tym swoim opiekuńczym tonem, na którego dźwięk wzdychały wszystkie dziewczyny w Misty High.
- To nic takiego. – Odpowiedziałam słabym głosem. Czułam, że nie powinnam opowiadać mu mojego snu. Usiadł naprzeciwko mnie na łóżku i pocałował mnie delikatnie w czoło, odgarniając przy tym moje włosy. Nie drążył tematu. Za to go kochałam. Nie potrzebował wyjaśnień. Wystarczało mu tylko to, że jestem tu koło niego, że czuje mój dotyk i że się mną opiekuje.
- Miałam koszmar – wyszeptałam. Nagle usłyszałam odległe kroki na korytarzu. - Idź już Ethan - powiedziałam. - Jeszcze cię przyłapią.
- I co z tego? - Miał ten swój szelmowski uśmiech, któremu nie mogłam się oprzeć. Sama nie chciałam, żeby odchodził. Marzyłam o tym, żeby zasnąć wtulona w jego silne ramiona, w których zawsze mogłam znaleźć schronienie. Nie chciałam jednak, żeby miał przeze mnie kłopoty.
- I to z tego, że nie pozwolą nam się jutro spotkać, głupku. - Powiedziałam to z uśmiechem na twarzy. Ten chłopak zawsze potrafił poprawić mi humor.
- Dlaczego mnie wyganiasz? - Spytał ze smutną miną, a ja spojrzałam na niego takim wzrokiem, że nawet on ustąpił. - Dobra, dobra już idę - Powiedział z uśmiechem. Wstał i pocałował mnie delikatnie w usta, po czym wyszedł powoli, w drzwiach jeszcze raz spoglądając na mnie. I zdałam sobie sprawę z tego, jaka jestem zmęczona. Od tych koszmarów chyba zaczynałam mieć halucynacje. Bo gdy spojrzał na mnie po raz ostatni jego oczy nie były niebieskie. Świeciły się na złoto, tak jak w tym śnie, a ja zobaczyłam w nich odbite okrucieństwo i determinacje. Mój humor prysł w jednej chwili, bo przypomniał mi się ten koszmar. Wiedziałam już, że przez tę noc nie zmrużę oka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mamy prolog! Udało mi się go wrzucić wcześniej bo także wcześniej ogarnęłam wygląd bloga xD
Proszę o szczere komentarze, bo one naprawdę motywują.
Aviri




środa, 30 grudnia 2015

Początki są czasem trudne

       Witajcie herosi! Zapraszam oczywiście także tych, którzy herosami dopiero zostaną. Ale zacznijmy od początku. Ten blog będzie moją kontynuacją serii książek znanego autora – Ricka Riordana. A mianowicie seria nosi zaszczytny tytuł „Olimpijscy Herosi” xD. Jak zapewne większość z Was wie, historia opowiada o dzieciach greckich i rzymskich bogów i bogiń. Będę ciągnęła dalsze losy naszych kochanych bohaterów, nie tylko głównych, bo także pojawi się Reyna, Nico, Kalipso, Thalia… A nawet odegrają znaczącą rolę. Oczywiście wprowadzeni zostaną także nowi bohaterowie. Prologu spodziewajcie się w sobotę, bo do tego czasu mam zamiar w jakimś stopniu ogarnąć wygląd bloga.

     Może teraz trochę o mnie. Będę się tu podpisywała Aviri. Nie pytajcie mnie dlaczego, co to znaczy, bo sama nie mam pojęcia xP. Mam 14 lat, ciemnobrązowe, lekko falujące włosy i oczy w bardzo dziwnym kolorze. Czasami są szaro-niebieskie, a czasami szaro-zielone. Mniejsza z tym. Zacznijmy naszą przygodę w Obozie Półkrwi.

Ave, herosi!

Aviri ^^